Ruchem powolnym
A nawet bardziej – ruchami powolnymi – sukcesywnie przenoszę archiwum z poprzedniego bloga, prowadzonego ze cztery lata. Można sobie zajrzeć w archiwum – momentami dorzucam większą ilość zdjęć, któryh wcześniej nie publikowałem, więc jest co oglądać :)
Lewostronność
Opętał mnie subtelny czasobrak fotograficzny.
Po za tym moje monstrualne fale miłości do zdjęć plenerowych zduszane są przez obecną pogodę.
Można siedzieć w domu i nudzić się twórczo. Zdjęcia sprzed kilku miesięcy.
… Że niby bez tytułu
Najpierw, w tajemniczych okolicznościach, umarł mi transfer na serwerze.
I z racji tych wspomnianych tajemniczych, to do tej pory nie mam pojęcia dlaczego i jakim prawem.
Przeniosłem wszystko piętro wyżej, serwer bez limitów i muszę ogarnąć tylko galerie, bo mi się miniatury rozkraczyły w galeriach.
I pomijając całą akcję zabaw z phpMyAdmin i innymi kosmicznymi rzeczami – należę do bardzo spokojnych ludzi :)
Tyle.
I śnieg spadł. Bardzo dużo śniegu.
Ps / Byłbym wdzięczny za informacje dotyczące problemów z moją stroną :)
Tylko jedno zdjęcie …
Moja osobista i prywatna siostra obdarowana została ospą wietrzną, więc te święta zapamięta na długo ;)
A po za tym.
Moje zdrowie ostatnio rozkłada szeroko nogi i pozwala pieprzyć się każdej napotkanej bakterii.
Wolny czas, który zamierzam poświęcić na jakiś subtelnie malutki fototrip, przesypiam niezamierzenie w przepastnych pościelach swojej alkowej ;) ;D
Nie ma śniegu, nawet najmniejszego kawałeczka – za to leząc rano do sklepu bo butelkę mleka, można brodzić w błocie i rozpuszczać włosy (osobiście nie rozpuszczam, bo długich włosów nie posiadam) na porywistym wietrze :D
Jeszcze dodać pragnę, iż jakiś anonimowy człowiek po wpisaniu w google „autodestrukcyjne dno” trafił na moją stronę :D
W związku z wszystkim powyższym, jedyne co mogę zrobić, to pójść spać. W styczniu mam urlop. Podobno.
Mam okładkę !
„Mam okładkę !” chciałoby się krzyknąć, choć w rzeczywistości jest to raptem maleńki fragment tej okładki.
W czasopiśmie „Takie jest życie” dwie fotografie mojego autorstwa. Strona siedemnasta, wywiad z Pigułą z Gdyni.
I choć Ewelina nie ma 140 cm, choć przekręcili jej nazwisko i zapomnieli podpisać moje zdjęcia -to ja osobiście i tak jest dumny – wszak Ci co mają wiedzieć kto zrobił te zdjęcia – wiedzą. A prasa bardzo często ma takie wpadki :D
W zasadzie to mój taki pierwszy „sukces prasowy” więc tym bardziej jestem szczęśliwy ;)
Nie pozostaje mi nic innego jak zaproszenie wszystkich do najbliższych kiosków i wydanie tego złoty piećdziesiąt.
Pozdrawiam!
Słowem wstępu
Słowem wstępu „No to Dzień Dobry!” chciałoby się krzyknąć i przejść do wklejania zdjęć z ostatnich sesji.
Można tak ?To pierwszy wpis w nowej, wirtualnej przestrzeni, więc może coś więcej?
Jak to się zaczęło Piotrze?
Pięć lat temu spontanicznie zacząłem rejestrować swoje otoczenie aparatem wbudowanym w telefon komórkowy. Jakość zdjęć oczywiście pozostawiała wiele do życzenie, ale wtedy to się nie liczyło. Wystarczyła mi możliwość samej rejestracji, na początku dość bezmyślnej. I dzielnie to czyniłem, jednocześnie udostępniając swoją „radosną twórczość” na wszelkich portalach fotograficznych. Nigdy nie zapomnę kiedy po wrzuceniu zdjęcia przedstawiającego trzy jabłka na parapecie (zdjęcie było okropne!) i podpisaniu „sam się dziwię, że wyszło tak ładnie” po dwukrotnym odświeżeniu strony zdjęcie zniknęło, a w jego miejsce pojawił się komunikat „zdjęcie skasowano, brak walorów artystycznych”. Siedziałem tak jeszcze przez kilka minut tępo wpatrując się w monitor. Niestety, w chwili obecnej, po tych pięciu latach – nie posiadam już tego zdjęcia.
W kilka miesięcy po tej „traumie” zakupiłem pierwszy aparat, Sony DSC H7, który z wbudowanym obiektywem Carl Zeissa przyprawiał mnie o fale miłości i zamiłowania do zdjęć typu makro. Ten aparat był wręcz stworzony do fotografii tego typu.
Następnie w moim życiu pojawił się, legendarny już, przedstawiciel rodziny Nikon, o numerze d40. Przez ponad dwa lata zrobiłem nim tysiące, jeśli nie miliony, zdjęć – i ciągle było mi mało całej tej fotografii. Uzupełniałem tym samym wiedzę na temat Wielkich Świata Fotografii – gdzieś w między czasie pojawiły się w moim życiu zdjęcia fantastycznej Annie Leibovitz, która utwierdziła mnie tylko w przekonaniu wyższości fotografii portretowej, nad wszelką inną.
W fotografii można być czarodziejem – w sposób bezczelny łamać schematy ogólno pojętej rzeczywistości i bawiąc się nią w kadrze sprawiać, że będzie inna, niż jest naprawdę.
Ucząc się fotografii przez dwa lata, wiem o niej jeszcze mniej niż na samym początku – to nie krygowanie, tak jest naprawdę. Zgłębianie jej, niektórym zajęło całe życie – mam nadzieję, że i ze mną tak będzie.
Spełnieniem marzeń był kolejny zakup – Nikon d90, który po „GRIPowym” tunningu wygląda dostojnie i nonszalancko. Z nierozłącznymi przyjaciółmi pod postacią kilku jasnych obiektywów. I w chwili obecnej to najczęstsze rzeczy jakie mam zawsze przy sobie.
Mam świadomość, że przez te pięć lat rozwijałem się niesamowicie.
Przypadkowość kadrów z telefonu komórkowego zamieniłem na lustrzankowe bokehy i tym podobne.
Pamiętam, że na samym początku swojej „fotograficzności” przeglądając zdjęcia różnych fotoblogowiczów, wzdychałem tęsknie do umiejętności robienia takich zdjęć. I moje marzenie kiedyś się spełni – bo w dalszym ciągu uważam, że to co robię to ciągle mało i chcę więcej.
Skończy się przypadkiem, jak wszystko co w moim przypadku związane z fotografią.
Z racji mojego zamiłowania do spacerowania z aparatem po miejscach opuszczonych, oficjalnie zakazanych i czasami zamieszkałych przez bezdomnych – w najlepszym wypadku może skończyć się połamaną nogą powstałą na skutek uciekania przed stadem rozjuszonych bezdomnych, a w najgorszym poderzniętym gardłem powstałym na skutek uciekania nieumiejętnego.
A poważniej ?
Jak już zacznie się kończyć, to chciałbym czuć się jak na każdym swoim wernisażu – z subtelnym stresem objawiającym się w okolicach klatki piersiowej, szarych spodniach i z rękoma w kieszeni. I z uśmiechem, że po raz kolejny udało mi się ubrać świat w swoją WszechWyobraźnię.
Nazywam się Zbigniew „Piotr” Piotrowski. Mam dwadzieścia pięć lat. Jestem fotografem. I uzależniłem się od dźwięku migawki. No to Dzień Dobry !
Szklarnia
No to bawimy się szeroką Tokiną. Wszystkim, którzy poszukują dobrego szerokiego kąta – polecam :)
Vilia
Jakiś czas temu w moje objęcia padł aparat fotograficzny, analogowy o nazwie Vilia.
Tak więc po zakupieniu taniej kliszy i wypstrykaniu jej celem sprawdzenia jak, co i czy korpsuik na pewno szczelny i czy nic się nie tenteguje w środku, nie prześwietla i w ogóle – wywołałem.
Jakość zdjęć zmiażdżyła mi nerki – tak więc poszukuję dawcy!
Skany wywołanych zdjęć pozostawiają trochę do życzenia – ale i tak jest fajnie.
Także ten .. druga klisza już wepchnięta w aparat :)
Cieplej
Zmieniasz się, mówisz.
A my wracając w szare rzeczywistości rozpięte w oknie, powtarzamy głośno że tak tak naprawdę wszystko nam się śniło. I, że jesteśmy nieprawdziwi, i drżymy pod kołdrą z tego zimna i strachu, oddychamy na pewno. Walk, walk … passion.
/Wernisażowo.
Dzięki wszystkim!
W Porcie
… Pomylony zostaję z dziennikarzem telewizji TVN, rzekomo szukającej kolejnej afery spożywczej.
Musielibyście ujrzeć przerażone miny wszelkich prezesów na widok mojego aparatu, bezcenna rzecz :)
Bąble i bąbelki
Ha!
Mam bąbelki na plecach, takie różowiutkie i kurewsko bolące. Czuję, że jak się ruszam to gniotą mi się plecy sposobem wrzuconej do szafy bylejak koszuli na specjalne okazje. Mam nadzieję, że etap złażenia skóry plecowej nastąpi jak najszybciej, ponieważ przeleżenie całej nocy na brzuchu nie należy do przyjemności – tak myślę.
Generalnie siedmiogodzinne gnicie na czarnobiałym kocu, w pełnym słońcu przy mojej jasnej karnacji nie było najlepszym pomysłem – ale co zrobić, dobrze mi się leżało po prostu więc wszystko mam na własne życzenie. Cierpimy zatem. Ja i moja skóra.
Nikonowe Migawki
Kilka pstryków ze świeżo zakupionego aparatu, gdzie wbudowany śrubokręt pozwala mi na automatyczną zabawę ze stałą pięćdziesiątką :)
Seria Portretów Dziwnych / Debiuty 2009
Urodziny brata i przezazdrosna siostra. Czy jakoś tak. A jutro zapraszam na wernisaż wystawy Debiuty 2009 w Galerii Małej.
Debiuty 2009
Pierwszy wernisaż i mam nadzieje nie ostatni. Okupowany stresem, lampkami wina i dźwiękami akordeonu. Było niesamowicie.
Nowe Zabawki
Nowa zabawka drażni mnie z częstotliwością latającego koło dupy komara.
Kupiłem Adapter Odwrotnego Mocowania służący mniej więcej jak obiektywy makro, a przy tym tysiąc razy tańszy.
I co?
I się okazało, że matryca posiada mikroskopijne syfki niewidoczne gołym okiem. Więc walczę zawzięcie z niewidocznymi syfkami – płynem Hamy, gruszką i pędzelkiem – a małe skurwysynki dalej tam siedzą!
I bądź tu człowieku spokojny :)
Świszczę sobie
Jestem Hipochondrykiem.
Z bolącym gardłem idę do lekarza przekonany, nie mając jeszcze wyników o złośliwości swojego wyciętego guza, że najpewniej mam już przerzuty i został mi miesiąc życia. Gdzieś w poczekalni łapią mnie ostre ataki kaszlu, wszystkie siedzące naokoło babcie znikają, chowając się za zakrętem korytarza. Najodważniejsza z nich, wystawia głowę zza ściany i chowając usta za chusteczką, dopytuje czy ja aby na pewno jako drugi na dziewiątą wchodzę i żebym karteczkę z rejestracji pokazał (Chryste..)


























