Posts tagged “autoportret

Jak bardzo można być prawdziwym?

Ostatnie rozmiękczanie się nad podłością Małych Światów doprowadza stan umysłu do filzofowania.
Filozowanie w tym wypadku ma postać bardzo złożenie-pokrętną. Jesteś tylko Ty i Twój umysł, który zupełnie nieprawidłowo zagnieżdżony w przestrzeni tworzy rzeczy niemożliwe. Ludzie nie powinni umierać z tyloma emocjami w sobie – powinni mieć możliwość uzupełnienia swojej Pustki w taki sposób, żeby po śmierci móc zacząć z czystą kartką papieru. Autobusowe przeciągi można wówczas tłumaczyć dopiero z perspektywy odległej przeszłości, jakże z pozoru bezpiecznej i już nie aktualnej, prawda? Wszystko jest tylko dymem papierosa wypalanym tuż przed snem przecież. A kiedy już zaczynasz pieprzyć się ze sobą, rozpychając wszystkie sprzeciwy na boki, dostrzegasz możliwość poznania tej prawdy właśnie. A potem i tak już wszystko przestaje być. Są tylko rozłożyste drzewa, przekrojona pomarańcza słońca na niebie, nieistniejące ptaki i chwiejące się na koślawych nogach słowa, których nie zdąrzyłeś powiedzieć.

♪♫ Lana Del Rey – Dark Paradise


Lewostronność

Opętał mnie subtelny czasobrak fotograficzny.
Po za tym moje monstrualne fale miłości do zdjęć plenerowych zduszane są przez obecną pogodę.
Można siedzieć w domu i nudzić się twórczo. Zdjęcia sprzed kilku miesięcy.

♪♫ Adrian Lux – Can’t Sleep


Rozmowy nieklejące się w ogóle …

 1

To zadziwiające. Bo wiele rzeczy nie dzieje się.
Cisza jest pomieszana w kostki cukru, dwanaście łyżeczek i swoistą nieruchomość cielesną.
Uprawiasz Sen.

Wieje.
W trzecią kawę wpleciona jest głośna muzyka. Potem, kontemplując nudę swojego mieszkania, przeglądam stare płyty.
To fascynujące, że można zarejestrować kilka lat swojego życia i umieścić na takim małym, lśniącym krążku, a potem sobie odtwarzać i śmiać się cicho pod nosem.
Z całej tej głupoty ułożonej w rząd koślawych uśmiechów i prób ubarwiania swojej rzeczywistości. I z tej rozbuchanej kreatywności, która w chwili obecnej wydaje się być zupełnie nie do końca na miejscu. Na swój sposób trochę śmieszno-pompatyczne czasy.
Kilka zdjęć sprzed, wydawałoby się, wieków ;)

♪♫ Queen – The Show Must Go On


Krótka historia o posuwaniu z nutką grafomaństwa w tle

Istota „posuwania” może wydawać się bardziej skomplikowana, niż jest w rzeczywistości.
Już w pierwszej chwili, po usłyszeniu tego słowa większość przeciętnych ludzi oczami wyobraźni widzi godzinę dwudziestą trzecią, bramę podwórkową wielkiej metropolii i dwudziestoparolatka w dresie firmy „ododios”, które swoimi siedmioma paskami budzą szacunek na dzielnicy, posuwającego różową i głośno sapiącą koleżankę swojej naiwnej dziewczyny, czekającej na niego kilka przecznic dalej. Potem ona zapyta czemu tak długo?, a on odpowie bo się zagadałem, kurwa.
A jak daleko można „posunąć się” w fotografii? Co w dzisiejszym, i tak już dziwacznym, świecie może jeszcze zaskoczyć?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, o którym już albo pisałem, albo wielokrotnie komuś mówiłem – że pięćdziesiąt lat temu (?) można było wzlecieć na fotograficzne wyżyny, gdzie panowała inna mentalność dzięki czemu Sukces był na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba było znaleźć się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze.
Sam z chęcią udałbym się w trasę koncertową z The Rolling Stones i nawet wciągałbym z nimi, w imię sztuki, te tony heroiny zwiniętymi studolarowymi banknotami, tak jak Leibovitz. (Czy w dzisiejszych czasach wsadzenie murzynki do wanny pełnej mleka byłoby kontrowerysjne? Nie sądzę.)
Albo zamieszkał w suterenie i uprawiał orgie z fotogenicznymi paniami w rozmiarze xxl, które potem rozbierając się przed obiektywem uskuteczniałyby mój absurd piętrzący się między zwojami mózgopodobnej substancji w głowie – też miałbym swoją słynną i brudną „piwniczą” ścianę jak czeski Saudek.
No cóż, pieprzę? Nie wiem.
Są nas tysiące, ba, miliony nawet – i zrobić coś, co na chwilę zatrzyma, jest niezwykle ciążką sprawą.
Bliski mi absurd – sztuka fotograficzna na pograniczu kiczu, atrakcyjność całości tłumaczę sobie możliwościami. Bo można absolutnie wszystko i wszędzie.
Czasami realizuję pojedyncze obrazy z głowy, bez większego przekazu artystycznego czy podwójnego dna – nie zdarza mi się uzupełniać jednej sztuki serią, a na pytania co autor miał na myśli parskam śmiechem, Ty mi powiedz co autor miał na myśli i wszystko będzie cacy :)

Już dawno nie fotografowałem samego siebie – brak czasu, ochoty, pomysłu? Ale idzie jesień – oficjalny sponsor weny twórczej artystów wszytkich płaszczyzn, więc pewnie nadrobię.
Autoportrety. Absurd. Choas. I szukam tych granic, ciągle szukam posuwając się ostrożnym krokiem do przodu.


Autoportret


Ptaki


Joanna

Powłóczyście spacerujemy po zakamarkach Gdyni.


Szybkie spacery

Ciepło i wietrznie. Sztorm będzie.


Ince

Śnisz.
Choć tak naprawdę nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Wiem, że było bardzo realnie, powinienem pamiętać.

W transie jest Natalia, w transie i w brzydkiej sukience przegląda kwiaty w Twoich włosach, pokazując myśli.
Myślisz mi się powłóczyście, napełniając czas swoją nieobecnością, nie poznaję ludzi. Jesteś.
Jesteś cichy, jak ja.

Dziewięć godzin, pół godziny, szklane oczy Angeliki, truchlejącość, martwość, podniecenie. Wyobraźnia.
Wiem, że w końcu się uda i powrócę ciut inny, łatwiejszy do odczytania.
Mentalne samobójstwo w chaosie ciasnych ulic.
Skurwysyństwo ramieniowe, podskórnie tocząca się krew buzuje, pęka głowa, ze środka wylatują ptaki.
Nie dzieje się nic, czułości i brzydkość. I chaos opętał moje wszystko. Nakładam się zielonym kolorem w świat.
Milczę.


Szklarnia

No to bawimy się szeroką Tokiną. Wszystkim, którzy poszukują dobrego szerokiego kąta – polecam :)


Lomowo-rowerowo-fiszajowe


Piotr i Katarzyna


Wiosna


Poniedziałek.


Prostych

Ja i jednostka gromowa poszukująca czerwonych flag w pokoju bez klamek.


Dziwny jesteś

Wielorakość tego świata polega w tej chwili na niczym, nudne wypijanie czerwonej herbaty z plasterkiem słodkiej pomarańczy towarzyszyło fragmentowo martwym chmurom, rozpiętym w bladoniebieskość.
Mój świat też jest dziwny.


Lomo – daj dziecku zabawkę!

Spontanicznie nieokiełznane niechlujstwo. Nazywasz się szeptem, krzykiem i potem niczym.
Za zimno jest, palce marzną w rękawiczkach, stopy w butach, serca w piersiach.

Fish-eye smakuje mi wyśmienicie.


Migawkowo

W taką pogodę jak dziś (czyt. zimno, zimno i bardzo zimno) niezwykle sympatyczną rzeczą jest popijanie gorącej herbaty z wielkiego kubka i zatapianie się w fotografie z folderu o nazwie „Urlop 2010″ gdzie to słońce uprzejamniało prawie każdy dzień. Na zdjęciach Chociński Młyn, osada leśna z mnóstwem wiejsko-fotograficznie-fotogenicznych smaczkach układających się we wszech-patynę. Stary dworek, który pełnił kiedyś funkcję czegoś na kształt domu dziecka, następnie leśniczówki – w przyszłości blizej jeszcze nieokreślony ośrodek muzealny. Zdjęcia z końca sierpnia.


Piotr. Zdrowy jak ryba.

Который год, не знаю сам, я мультибренд, герой реклам.

Patrzę na Ciebie i mam wrażenie, że umrzesz jak Ci wszysycy wielcy. Z braku hamulców bogatego wnętrza lub innych rzeczy, na które na dobrą sprawę nie masz wpływu. Nie wciągaj, podobno to nie zdrowe.
Mówisz jedno słowo psując tym samym mój stosunek do samej siebie, a ja bardzo lubiłam ten stosunek, rozkoszowałam się nim, smużyłam z przygryzioną wargą (mylą mi się dni ostatnio)
Przy Tobie mam wrażenie, że można wszystko – tylko trzeba powoli, sukcesywnie i z nadzieją wciśniętą w kieszeń podartych dżinsów z warszawskiego bazaru pod zielonym mostem, nad ciszą.
Układam Cię w kostkę, w papier, w dłonie i jestem bardziej Tobą czasami. To nie dobrze, raczej.
Wyjeżdżam do Francji.


Wyjazdy

Wiejskie kawy w przecieranych kubkach wypijam na niedokończonym ganku Anny Em.
Chłonę wiatr muskający gołe stopy, bawię się z kotami i niezmiennie palę poranne papierosy.
Anna ostatni dzień jeszcze w pracy, więc z zapasowymi kluczami do jej domu wsiadam na rysiowy rower w kolorze granatowym i wybywam na pobliskie pola coby czekania na nią przebiegało w szybszym tempie – wszak człowiek zajęty nie zwraca uwagi na minuty. I stojąc tak na polnej drodze, chłonąc kolory z każdej strony, z rysiowym rowerem ułożonym umiejętnie w pobliski rów – splatam ręce za głową i mam ochotę krzyczeć z radości posiadania oczu, dzięki którym tak dużo mogę zobaczyć.


Bąble i bąbelki

Ha!
Mam bąbelki na plecach, takie różowiutkie i kurewsko bolące. Czuję, że jak się ruszam to gniotą mi się plecy sposobem wrzuconej do szafy bylejak koszuli na specjalne okazje. Mam nadzieję, że etap złażenia skóry plecowej nastąpi jak najszybciej, ponieważ przeleżenie całej nocy na brzuchu nie należy do przyjemności – tak myślę.
Generalnie siedmiogodzinne gnicie na czarnobiałym kocu, w pełnym słońcu przy mojej jasnej karnacji nie było najlepszym pomysłem – ale co zrobić, dobrze mi się leżało po prostu więc wszystko mam na własne życzenie. Cierpimy zatem. Ja i moja skóra.


Toksycznie


AutoPortrety

Seria miała być dzisiaj z pompą kontynuowana.
Po niedzielnym szyciu wszelkości arlekinowych z przeogromną kryzą w kolorze krzyczącej bieli na czele, poniedziałkowy ranek spędzamy w łazienkach przyklejeni do luster. Nakładamy najpierw jakiśtam jasny podkład, białą farbę, czerwone usty i inne takie upodabniające nas ciut do pantomimowych postaci. Anna stylizowana na lalkę, z czerwonymi kołami na polikach i stojącymi warkoczami. Ja w bialej powłóczystej szacie, w czarnych rajstopach pod którymi mieszczę kalesony, dwie pary getrów i trzy pary skarpetek. Rozradowani wsiadamy tak do samochodu, żeby dojechać w pewne miejsce gdzie miały odbyć się zdjęcia. No i jedziemy, jedziemy, jeeedziemy i nagle na kilka metrów przed docelowym miejscem samochód nazbyt mocno zaprzyjaźnił się z zaspą śnieżną i postanowił sobie stanąć.
Próbując wypchnąć samochód zapominam, że rura wydechowa znajduje się tuż przy moim cudownie białym stroju i po chwili robię się czarny, rozmazuje mi się makijaż, rękawy brudzę czymś tajemniczo brązowy. Zza rogu jakiegoś mieszkalnego budynku wystaje przez chwilę jakaś głowa. Obok idzie kobieta z zakupami. Pada śnieg. I ja tak sobie stoję bezradnie z kawałkiem kraciastej rajstopy na głowie. Po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że trzeba poprosić właściciela owej wystającej przez chwilę głowy o pomoc. Więc Anna, dochodząc do wniosku, że na dobrą sprawę wygląda bardziej jak kurwa, niż arlekinowa lalka – wmawia wiejskiemu chłopu, że my na bal przebierańców dla dzieciaków czy coś tam i wiejski chłop na ciągnik wsiada i nas wcyiąga na hol. Tak w telegraficznym skrócie niech to będzie :)


Portrety

Cytryny w skarpetkach i serki homogenizowane. Zimnawo.
W herbacie widzę chmury, niebieskie i okalające wszystkie Twoje twarze.