Posts tagged “domowe studio

Monika trochę po francusku

Z cyklu krótkich i małych zapowiedzi – Monika w pracowni i spod nożyczek Krzysztofa Rogala, makijażem zajęła się Kinga Pukacka.
Tymczasem biegnę robić kolejne zdjęcia! Spokojnego weekendu wszystkim !


Wiosenne Imaginacje

Płynnie.
Z wiosennych imaginacji miało być dużo pleneru, ale wiosna spontanicznie przerodziła się w zimę.
Śnieg o tej porze roku zupełnie nie cieszy tak jak ten w grudniu, więc zaciskając zęby w akcie kurwamaćjapierdolizmu ostatnio robię zdjęcia w domowym studio.
A po za tym urlopuję.


Ania

Trochę studyjnie – bo niby ostatnio cieszyłem się z ładnej pogody, a tu zima wraca!


Krótka historia o posuwaniu z nutką grafomaństwa w tle

Istota „posuwania” może wydawać się bardziej skomplikowana, niż jest w rzeczywistości.
Już w pierwszej chwili, po usłyszeniu tego słowa większość przeciętnych ludzi oczami wyobraźni widzi godzinę dwudziestą trzecią, bramę podwórkową wielkiej metropolii i dwudziestoparolatka w dresie firmy „ododios”, które swoimi siedmioma paskami budzą szacunek na dzielnicy, posuwającego różową i głośno sapiącą koleżankę swojej naiwnej dziewczyny, czekającej na niego kilka przecznic dalej. Potem ona zapyta czemu tak długo?, a on odpowie bo się zagadałem, kurwa.
A jak daleko można „posunąć się” w fotografii? Co w dzisiejszym, i tak już dziwacznym, świecie może jeszcze zaskoczyć?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, o którym już albo pisałem, albo wielokrotnie komuś mówiłem – że pięćdziesiąt lat temu (?) można było wzlecieć na fotograficzne wyżyny, gdzie panowała inna mentalność dzięki czemu Sukces był na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba było znaleźć się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze.
Sam z chęcią udałbym się w trasę koncertową z The Rolling Stones i nawet wciągałbym z nimi, w imię sztuki, te tony heroiny zwiniętymi studolarowymi banknotami, tak jak Leibovitz. (Czy w dzisiejszych czasach wsadzenie murzynki do wanny pełnej mleka byłoby kontrowerysjne? Nie sądzę.)
Albo zamieszkał w suterenie i uprawiał orgie z fotogenicznymi paniami w rozmiarze xxl, które potem rozbierając się przed obiektywem uskuteczniałyby mój absurd piętrzący się między zwojami mózgopodobnej substancji w głowie – też miałbym swoją słynną i brudną „piwniczą” ścianę jak czeski Saudek.
No cóż, pieprzę? Nie wiem.
Są nas tysiące, ba, miliony nawet – i zrobić coś, co na chwilę zatrzyma, jest niezwykle ciążką sprawą.
Bliski mi absurd – sztuka fotograficzna na pograniczu kiczu, atrakcyjność całości tłumaczę sobie możliwościami. Bo można absolutnie wszystko i wszędzie.
Czasami realizuję pojedyncze obrazy z głowy, bez większego przekazu artystycznego czy podwójnego dna – nie zdarza mi się uzupełniać jednej sztuki serią, a na pytania co autor miał na myśli parskam śmiechem, Ty mi powiedz co autor miał na myśli i wszystko będzie cacy :)

Już dawno nie fotografowałem samego siebie – brak czasu, ochoty, pomysłu? Ale idzie jesień – oficjalny sponsor weny twórczej artystów wszytkich płaszczyzn, więc pewnie nadrobię.
Autoportrety. Absurd. Choas. I szukam tych granic, ciągle szukam posuwając się ostrożnym krokiem do przodu.


Ania

/Ania była troszkę spięta ;)

Śpiewa Natalia.
Śpiewa za sprawą Eweliny, która przypomniała mi (nieświadoma) co wieczorne przesiadywanie na czwartym piętrze klatki schodowej w Gdańsku i analizowanie wszelkich emocji, które pozostawiała wtedy Natalia.
Wtedy to Damian analizował zawzięcie razem ze mną – i czasem pojawiali się Ci z piętra niżej i wtedy już wszysycy, bo w kupie było raźniej. Zawsze staraliśmy się być cicho, bo spotkania miały miejsce koło dwudziestej.
Nie lubię okresu z Gdańska, kojarzy mi się z monstrualnie grubym Krystianem wystającym wiecznie przez okno i wychodzącym z mieszkania niezwykle rzadko, a jeśli już to z pomocą kul, bo sam nie był w stanie utrzymać swojego ciała na nogach. Krystian zmarł kilka lat temu, z resztą nie ważne.
Te spotkania na chłodnych, betonowych schodach były jedyną pozytywną rzeczą wtedy.


Magda

Wczoraj miałem okazję fotografować wulkan.
Już nie pamiętam kiedy ostatni raz podczas fotografowania wytworzyła się taka chemia między mną, a modelką.
Kobieta, jak dla mnie, żywcem wyjęta z wieczornych wiadomości. Pozytywnie.


Porównania

Gdzieś ponad to wszystko krzyczymy do siebie. Jesteśmy tylko dziećmi, czekaniem a na końcu niczym.


Katarzyna. Brudna jak świnia.


Katarzyna. Zła jak osa.

„(…) Mówi się. Poniżej, na kolanach rozciągając wizję przyszłości uczę się zmieniać kolory.
Mówi się. Spadanie boli od samego początku, tylko dopiero na końcu uświadamiamy sobie jak bardzo.

Mieszkanie wypełnia dźwięk ciała i duszy.
Zapach cynamonu, jaśminowej herbaty i ciszy jednostronnie klejącej się do telefonu. Ja też nie muszę, po co?
Zacząłem znów pisać, powracać do Jakuba opatulonego szalikiem, z szelkami luźno puszczonymi gdzie popadnie.
Noc, którą przespałem była najpiękniejszą nocą.
Rozchodzę się w sobie na miliony kawałeczków z masy perłowej, mam niebieskie oczy i nie mam ust.
Wychodzę.
Bardzo powoli, żeby czasem siebie nie obudzić tym uciszanym niemo skowytem wszechogarniającej radości.
W starym trabancie koloru śmietanowego siedzi Wiesława, siedzi dumnie wyprostowana rozczesując chwilę spotkania białym grzebieniem. Uśmiecha się, pomrukując. Myślałem właśnie o Niej.
Wiatr niesie spokój, nawet jeśli to nie prawda – mówi. Musisz być bardziej Mój Drogi.
Musisz nauczyć się tego, czego nie zdążyłam Ci przekazać. Umrzesz w tym roku – mówi.
A ja pieszcząc duże guziki swojej sukienki, uśmiecham się nie posiadając ust. Z piersi wydobywa mi się światło, Wiesława nie ma rzęs i przestała oddychać. Nie krzycz. Zapal papierosa. Oddychaj powoli.
W starym trabancie koloru śmietanowgo siedzi Wiesława. Milcząco siedzi jakby. Nieistniejąco już. Nienamacalnie.

Rozpychanie kolanami czasu.”


Piotr. Zdrowy jak ryba.

Который год, не знаю сам, я мультибренд, герой реклам.

Patrzę na Ciebie i mam wrażenie, że umrzesz jak Ci wszysycy wielcy. Z braku hamulców bogatego wnętrza lub innych rzeczy, na które na dobrą sprawę nie masz wpływu. Nie wciągaj, podobno to nie zdrowe.
Mówisz jedno słowo psując tym samym mój stosunek do samej siebie, a ja bardzo lubiłam ten stosunek, rozkoszowałam się nim, smużyłam z przygryzioną wargą (mylą mi się dni ostatnio)
Przy Tobie mam wrażenie, że można wszystko – tylko trzeba powoli, sukcesywnie i z nadzieją wciśniętą w kieszeń podartych dżinsów z warszawskiego bazaru pod zielonym mostem, nad ciszą.
Układam Cię w kostkę, w papier, w dłonie i jestem bardziej Tobą czasami. To nie dobrze, raczej.
Wyjeżdżam do Francji.


Anna

Myślę, że jesteś martwy.

Śnią mi się ludzie – naprawdę tych snów nie pamiętam, ale mam pewność, żę śnią się Ci którym wiele zawdzięczam.


Imaginacje

Wymyślanie sobie zapachów polega na zniekształcaniu danej chwili.

Biel krzycząca, pochylam się nad różowością świata tego i wdycham obecność kobiety w autobusie pachnącej mydłem.
Potem wypijam herbaty przy czwartym oknie, licząc od prawej strony i zatapiam palce w dźwiękach jakbym się z nimi pieprzył. Mówisz, mam zielone rękawiczki i smużę się tocząc półuśmiech przez półdrzwi półotwarte. Zasypiam cicho na śniegu, oglądam połamane gałęzie Twojego jutra i czuję, że ta chwilowa samotność jest bardziej dla mnie, niż dla Ciebie. Roztapiasz się, pełznąc w spękania płyt chodników krzywo ułożonych krzywymi palcami. Mogę pytać, niemych twarzy grymas cichy krzycząc bezgłośno milczę. I proszę.

Bo gdyby tak umrzeć raz, a potem komuś o tym opowiedzieć?
Mówisz, części zamienne są używane, ryby mają oczy, dym papierosowy wydmuchują małe dzieci rzucające kamieniami w uliczne egzystencjonującą szarość kuśtykającą pomiędzy Czymś. Spojrzenia, niemoc, usilny płacz który zamienia się tylko w bolące pieczenie pod skórą. Większe znaczenia, anomalie fragmentowo rzucone w półkrzywą matematyczną pękającą pod wpływem zmęczenia nasilającego się swoiście tuż przed północą. Rozumiesz?

Pochylam się nad różowością świata tego.


Domowe Studio

Schłodzoną kawą wypełniam ciche popłudnie. W łupinie rzeczywistości, namacalności i niewidzialności.

I wszystko.
Scena przed lustrem.
Z cichym pomrukiem na ustach, spinam mięśnie twarzy i modlę się o spokój w przyszłości.
Widzę werandę, drewniane koty ułożone niemo na poduszkach ciszy, śmietanową filiżankę w angielskie róże i pąsowy pocałunek na policzkach. Delikatny wiatr widzę, co palcami muska bladą skórę ramion, pogniecione bibeloty w jesiennie złocistym dywanie trawy, półotwarte okna, drzwi, serca.
Dopóki marzymy Świat wydaje się być subtelniejszy, myślę.

Jestem bardzo popsutym człowiekiem …

/Dygresja. Buduję powoli domowe studio. Pierwsze efekty powyżej z jedną żarówką błyskową, parasolką i styropianem, który swoją obecnością zastępował blendę.