Go to the Hel(l)
W tym mieście czas płynie trochę inaczej – zwłaszcza na początku września, tuż po sezonie, gdy znika tłum wszechobecnych turystów i jest jakoś spokojniej.
Ostatni raz byłem tam ponad rok temu, kiedy to nasz najlepszy wykładowca postanowił urządzić tam „zaliczenia” z podstaw kompozycji obrazu.
Zaliczaliśmy też wszystkie knajpy po drodze komponując się z morskim jadłem i trunkami niskoprocentowymi ;) Niektórzy spożywali tylko herbatę z cytryną.
Oczywiście, że robiliśmy zdjęcia – ale zupełnie inaczaj jest połazić z lokalesem, który zna tam każdą dziurę, kamień i drzewo i który pokazać Ci może miejsca, których generalnie nie zwiedza się. No bo kogo zainteresowałaby opuszczona hala remontowa dla statków, śmierdzące zakamarki portu czy blok rodem ze slumsów Nowego Jorku, gdzie schody przyklejone do bocznej ściany nigdzie nie prowadzą? No tylko mnie ! :)
A, że owy lokales, o którym wspomniałem, jest właścicielką żółtych papierów, zdiagnozowanego ADHD i różnych pokrewnych rzeczy, które biorę za pozytywne cechy charakteru – i do tego nie widzieliśmy się chyba z siedem lat jak nie więcej – no to żyć, nie umierać!
Śmiga sobie taki człowieczek wśród statków, mew i rybaków i podziwia wielki, betonowy mur, który chroni miasto przed morzem.
Za sprawą tzw. Kogi można poczuć się trochę jak nie w Polsce :)
Bo tuż za kogą to już fragmenty PRLu pełną gębą. PRLu w architekturze. A taki lubię.
Pozdrawiam!
Czas Idiotów
Październik to czas idiotów zgłębiających stany swojego smutku – w październiku i Ty bywasz idiotą, ślamazarnie stojącym na przystanku i czekającym na wielkie zmiany. Z rękoma w kieszeni częstujesz tym smutnym spojrzeniem wszystkich przechodniów. Cieszą Cię noce poukładane rzędem kilku koślawych liter, z których wynika, że znowu nie możesz spać. Analizujesz.
Ona kiedyś powiedziała, że powinieneś raz na zawsze wyrzucić ze swojego słownika nigdy nie kończące się pytanie „A co by było, gdyby…”. No co? Dalej mieszkałbyś w tym małym mieszkaniu na czwartym piętrze i leżąc (ułożony lewą stroną do okna) paliłbyś ruskie papierosy, paliłbyś namiętnie wydmuchując dym przekonany o wyższości tej Twojej chwili nad wszystkie inne. Nic się nie dzieje.
Jest jedno zdanie podkreślone czerwonym długopisem i ta Twoja niewiedza właśnie.
I Ty bywasz idiotą.
Dźwięki nawet przez chwilę nie tłumią myślenia, siedzisz tak jakoś krzywo na tym brzegu swojej wyobraźni i nic Ci się nie wydaje, w ogóle.
Jest tylko milczenie, dym i Ty.
Zupełnie jak w filmach Almodovara, kiedy Heroina uśmiechała się lubieżnie tłukąc czarną torebkę wszystkich transwestytów wokół…
W kuchni znajdujesz śniadaniowe okruchy, uchylone okno i fragmenty swojej ciszy ułożonej w kącie.
Rozbierając ją jeszcze nic nie wiesz, oddychasz normalnie. Potem coraz szybciej i szepty Twoje zamieniają się w krzyk. I w stronę ust wszystko się dzieje.
W zagłębieniu podłogi znajdujesz siebie.
Idiotę (…)
Hel
Można mijać się w drzwiach i tworzyć przy okazji wszelkie filozofie dotyczące całego zajścia, wymyślać większe znaczenia, doszukiwać się symboli, przesłań.
(W takiej zwyczajnie pojętej codzienności dzieląc łóżko, pokój i łazienkę.)




























































