Kubek mleka
Betonowe plastry łatają panowie w żarówiastych kamizelkach, spoceni.
Spaceruję więc w stronę przystanku, spaceruję cmentarzem wojskowym, na środku którego anioł kamienny na mnie kamiennym wyrazem twarzy (oczu) patrzy. Można tak? Milczymy oboje, zasłuchani w szumy.
W autobusie czuję się jak ziemniaki. Kierowca jedzie uśmiechnięty.
Wieczorem ulubionej Osiedlowej Pijaczce zostawiam drobne pieniądze na czerowne wino i papierosy.
Ulubiona Osiedlowa Pijaczka zawsze umalowana szminką w najmniej odpowiednim miejscu (i kolorze) siedzi na ławeczce nieopodal sklepu i krzyczy „skurwysyny!”
(…)Lubię wieczory. Wypijam mleko, kawę, herbatę i wciągam kreskę.
Wyobrażam sobie, kreślę, podkreślam. Mam duże oczy.
Mam wrażenie, że umrę za jakiś czas. Albo pojutrze.
Granatowy
Bonifacy Grzbiet.
Statystyczny polak w połowie posiadający cycki na plecach, a w połowie nie posiadający też niczego. Zadziwiające ślinotoki, lemoniada w szklanakch poszczerbionych i ostrzypu wydopcianie (wydopcił Ci się). Pewna blondynka do innej pewnej blondynki subtelnie drżąc na ciele pyta dlaczego ta wydzielina z odbytu jest taka słodka (lwowska wersja: Ta wydzielina taka slodka.) Kurewskie spożywanie herbat pośród luźno zaczesanego drobiu ułożonego rzędem jak do ścięcia siekerami codzienności, mój miły i chowamy się przed deszczem za drewnem już ciut mniej równo ułożonym. Niezrozumienie w oczach, pod powiekami coś (skąd wiesz, że słodka?), rozpychasz się łokciami jak stara kurwa pod mięsnym z okazji poniedziałku. Grzecznie.
Bonifacy Grzbiet nosił okulary, czesał się na dwa boki i przygarbiony chodził, i kulał i w kieszeni zawsze miał kulki analne z podrabianej skóry łabędzia. Bo wszak posiadanie w połowie niczego bardzo dużo zmienia w tej kwestii z dupy, żeby nie powiedzieć z odbytu znów – kręci się świat. Za dużo niczego, dwa dni wolnego, pierdolę pod nosem, uchem i za plecami czasami Matki Boskiej PółRozepchniętej, wielokrotnie przekładam się, przekręcam ochoczo wypinając … buzię do resztek słońca, granatowego co to prawie czarne. I nie palmy już tyle, do kurwy nędzy. Bonifacy miał w oku długopis, amfetaminę i jej koleżanki.
Babcie Kociakowe
Kocie Babcie.
„Pan te młode porobi, ładne są .. ”
Istotnie.
Rok temu zasiedziałem się na śmietniku kilka godzin fotografując kocie brzdące, które do dziś już spotężniały.
Pojawiło się nowe pokolenie, bardziej strachliwe i nieufne – wszak stoi jakiś debil z czarną puszką przy oku i „kici kici” wypluwa z ust pocąc się przy tym jak maniakalny morderca czworonogów śmietnikowych :)
Nikonowe Migawki
Kilka pstryków ze świeżo zakupionego aparatu, gdzie wbudowany śrubokręt pozwala mi na automatyczną zabawę ze stałą pięćdziesiątką :)
Koty
Obudziła mnie chęć wypicia kawy. Trzecia pięćdziesiąt osiem. Za uchylonym oknem szalaje wiatr. Miasto wydaje się spać.
Poprostość.
/Lepisz mi się do dłoni, ustami balony z porzeczkowej gumy do żucia i ograniczanie swoistości ciszy. Zasłucham się./
Od dwóch dni jest gorzej. Odzywa się gardło, tajemniczo powstający katar doprowadza do subtelengo szału, ręce nie mieszczą się w kieszeniach. Ósmego sierpnia Ich ślub.
Odzywa się we mnie współczucie, napuchnięcie uczuć gdzie kulminacyjnym momentem będzie wyziew płaczliwy, mokra siatkówka oka i górne rzęsy zlepione z dolnymi.
Dni wyglądają tak samo, ubrane z samego rana w kubki z kawą, bose stopy układające się w skrzyżowanie dotyków (Chyba nie jestem) i półsuche palce błądzące po czarnej klawiaturze. Nudzę się.
Kici Kici / Walcz!
Tępe bóle głowy zagłuszam kolejnymi kawami, rozmowy mi się nie kleją, chmury są fotogeniczne i Wioleta opowiada o swoim romansie z Tym Murzynem.
(Nie zaprzeczam.)
Chcąc zmienić Formę Całości staczam się w te świetliki w ciemności wypatrując Twarzy, co mają uśmiechać, potem następuje wyrwanie i rozmawiam z ludźmi o dupie-marynie w przyciasnej sukience w kwiaty, bo lato przecież. Pan Monroe uzależnia, nie tyle słowem co historią nim napisaną. Zeszyty w kratkę zapełniam niebieskiem długopisem tuż po otworzeniu oczu, ucząc się pamięci w pochmurne poranki. Nie ma sensu, jest splot czerwonych szminek, dziewczyn, włosów i kotów z długimi ogonami. Jest Chaos, podskórnie toczący krew w zakamarki ciała.











