Posts tagged “Mężczyzna

Sławek

Ostatnimi czasy jakakolwiek próba ubrania czegokolwiek w słowa – spala na manewce.
Zamykam się w obrazy – rejestruję rzeczywistość, szukam jej, utrwalam i wyrzucam cyfrowo.
I na razie na tym skupiam się najbardziej.


Migawki

Nastąpiło zupełne trwanie w przypadkowości chwili – i nawet nie wiem czy powinienem próbować nad tym panować.


Igor

piotrowskii.com - Igorek (5)


Dawid

Śląsk. Minus dwadzieścia stopni. W małym mieszkaniu kuzyna, robię mu kilka zdjęć.
Śląsk to kraina mojego dzieciństwa – mieszkałem tam trzynaście lat i po kolejnych trzynastu latach pojawiłem się tam znowu.

(Wolałbym spotykać się z rodziną w zupełnie innych okolicznościach.)


I Bóg …

I Bóg stworzył koty niebieskie, nieczułe i zimne, flegmatycznie przyglądające się ogółowi.
Moja rzeczywistość jest w chwili obecnej powyginana, mieści się w łupinie jednego słowa, może dwóch.


Autoportret


Melatonina

Nieprawda jest kojąca.
W nocy wstaje i pytam wszystkich wokół, czy to była na pewno trójka dzieci, zjadam banany z lodówki i siedzę potem przez chwilę na brzegu łóżka kontemplując swoją lewą dłoń.
I wracam tuż przed wubuchem swojej głowy, mnie świadomy, z podrapanymi plecami.
Dziwna dziewczyna dostaje mandat w naszym autobusie, patrząc na Nią – czuję się jakbym pił herbatę w przeciągu.
Dziwna Dziewczyna równie Dziwnie Mówi.

Siedzi we mnie niesamowity spokój. I brak uśmiechu. I dużo bieli. I pianista bez rąk.


Plażowanie

Do Anny przyjeżdża Jose. Z Finlandii. Pieprząc o naszej lejzowatości (I’m lazy) plażujemy nie robiąc nic więcej.


Oksywie

Z traktora wybiega roześmiany jegomość i biegnąc po swoim polu ziemniaków (w moją stronę biegnąc, rzecz jasna) krzyczy „jak wyszło?!”.
„No wyszło, o tak ..” i wyciągając przed siebie ramię pozwalam zajrzeć w wyświetlacz aparatu.
Następuję krótka wymiana zdań na temat cen ziemniaków, suchości gleby i wszystkich kurestwach rozciągających się w niedogodności ogólne. Dostaje maila do żony jegomościa, ponieważ jegomość nie pamięta swojego. I po wysłaniu owych zdjęć uświadamiam sobie, że znowu nie zapytałem o imię. Niekulturalna świnia jestem.


Piotr i Katarzyna


Marek

Potrzebuję patrzeć na ludzi, więc ostatnio bardzo dużo portretuję.


Poniedziałek.


Igorek

Mały Igor rządzi! :)


Zadziwiająco dużo rzeczy, dzieje się

Czasami żałuję, że w dobie tak mało godzin – ale tylko czasami :)

(…)Czasami się staczam. Myślowo.
Umiejętnie drążąc dziurę w brzuchu i równie umiejętnie oszukując się, że potrafię więcej niż w rzeczywistości.
Staczanie się jest umiarkowanie łatwe, wystarczy nie pomalować ust przez jeden dzień, paznokci, nie umyć twarzy.
Wystarczy krzywy uśmiech rzucony w stronę nieba, fałszywie napoczęty dzień w kawałkach rozwalający się pod wpływem tego uśmiechu. I staczam się tak łatwo, że aż radośnie.
Łatwiej wszystko robić nieświadomie przecież – zdaję sobie sprawę, że nie tak ma być, i że nie o to mi chodzi.
Tak naprawdę.

Uspokaja mnie krzyk, dzisiaj. Serce, słowa, łzy i wszystko inne, którym się przykrywam.


Marek i cisza podskórna


Marynarz

Po tym człowieku zostaje zupełnie niewiele.
Kilka służbowych legitymacji, drewniany krzyż i pudełko po czekoladkach pełne starych zdjęć.
Przed ich wyrzuceniem udaje mi się uratować kilka sztuk – nie lubię jak ludzie wyrzucają zdjęcia.


Marcin / analog


Bezkształt

(Jesiennie) Bezkształtna masa słów.
Wszelkie rozdwojenia powstające na skutek silnego wiatru ze wschodu, subtelnie przerażając, zamieniają się w konkubinaty ciszy. Rozkładasz nogi, łapiąc ją w pół, zaciskasz ręce na spoconych ramionach i modlisz się powłóczyście drążąc powłóczystość tamtej chwili na chwilę.
Odwykłem. Ty odwykłeś.
Jeden, dwa, trzy – wszyscy jesteśmy zmęczeni tym stanem rzeczy. Jak to było?
Zaprzątamy sobie głowy, serca, mieszkania …
Gasimy światło myśląc, że dzięki temu choć przez chwilę będziemy niewidzialni.
Takie Nieme Nic popijane gorzką herbatą, kawą, wodą.

Obudziła się świadomość, że jest nieświadoma. Że nie przeżywa tak jak kiedyś, opierając się milczeniu mam ochotę krzyknąć, żeby sprawdzić jak bardzo jesteśmy głusi. Budzi się.
Niecodzienność, rozmywam się w swoim chaosie nie wiedząc co dalej.
A wy się śmiejecie. I tyle …


Mam Dyplom !


Domowe Studio

Schłodzoną kawą wypełniam ciche popłudnie. W łupinie rzeczywistości, namacalności i niewidzialności.

I wszystko.
Scena przed lustrem.
Z cichym pomrukiem na ustach, spinam mięśnie twarzy i modlę się o spokój w przyszłości.
Widzę werandę, drewniane koty ułożone niemo na poduszkach ciszy, śmietanową filiżankę w angielskie róże i pąsowy pocałunek na policzkach. Delikatny wiatr widzę, co palcami muska bladą skórę ramion, pogniecione bibeloty w jesiennie złocistym dywanie trawy, półotwarte okna, drzwi, serca.
Dopóki marzymy Świat wydaje się być subtelniejszy, myślę.

Jestem bardzo popsutym człowiekiem …

/Dygresja. Buduję powoli domowe studio. Pierwsze efekty powyżej z jedną żarówką błyskową, parasolką i styropianem, który swoją obecnością zastępował blendę.


Nierealne apopleksje / noce bezsenne

Czarne chmury nad miastem, wiatr między gałęziami i podkołdrowe uśmiechy.

I niech mnie biorą w nocy zamglone apopleksje, rozluźniające się samoistnie kąty szarych pokojów układające się pod kołdrą w złowrogo piętrzące się, nieme twarze.
/Złożenie następuje : samo, sobie i po prostu. Akty niesionego serca, dłoni, stóp – rosnę niczym Maria w delikatnej doniczce, jak kurwa mać moja droga i w ogóle.
I niech mnie biorą apopleksje nienazwane, rozłożone w sznur brudnej bielizny, ciasnych propozycji i wszechstronności. Wydaję z siebie jednostajny odgłos sera.
Nierealnie.
Swoiście drżąc, myślisz o tych wszystkich czekających zakrętach szeroko pojętego jutra.

/Lubię taką pogodę, kłęby szarych chmur tworzą realniejszy obraz świata, łatwiej się dopasować, wsadzić, współgrać i tworzyć te wszystkie artystyczne wyziewy mieszczące się w fotograficznej puszce.
Wyłączam się, wymyślam, rysuję przerywaną linią wszystkie małe sukcesy żeby móc potem połączyć je pogrubioną kreską.
Nadużywam ostatnio słowa „generalnie”.
Ściągam testy egzaminacyjne z poprzednich lat i dochodzę do wniosku, że nie są takie straszne. Może jakoś uda się prześlizgnąć z wymaganą ilością procentów, bo „generalnie” nie mam głowy do spółkowania z książkami.


Miejskie zbrodnie

Gdzieś w Gdańsku. Dzisiaj.


Zaliczamy Hel(l)


Nocnie / Migawki

Ułożony prawą stroną do okna, wdychając zapach zielono pachnącej poduszki co chwilę otwieram oczy. Rzeczywistość układająca się pod powiekami burzy spokoje ducha, wewnętrznie krzyczę rozłożywszy ręcę do milczącego sufitu, nieruchomych zasłon, cichnącego dnia. Ściany zdają się przysuwać za każdym razem gdy chce wziąść głębszy oddech,zdają się przygniatać, ściskać, dusić. W głowie tłuczą się białe talerze, brzdękają sztućce, szurają drewniane dłonie zaciskające palce na wystających sutkach przyszłości. Czy coś.
Chaotycznie otwierając drzwi, wstawiam wodę na kawę i siadam do klawiatury. Weź pigułkę… myśli mi się intensywnie, choć zdajemy sobie sprawę (my wszysycy w tym pokoju okraszonym północnym mrokiem), że można tylko sześć dziennie i że limit już przekroczyliśmy.

Widzę ten dom (kurwa mać…), w trawie leżą chrupiące jabłka, wietrzny dzień, uniesienia. Lubieżnie toczysz spojrzeniem pokój na poddaszu, wszelkie twarze w pozłacanych ramach jakby czekając, uśmiechają się. Z lubością, dźwięk skrzypiących drzwi w kolorze nieba, porcelanowe zatrzaski, szuflady pełne niewysłanych listów (Filipe…). Wspominamy przyszłość i choć tak naprawdę czuję się Sam w owym pokoju to czytam na głos, na wszelki wypadek gdyby ktoś miał przyjść, zapukać, rozdwoić wszelkie „za”. Bo sprzeciwiamy się sprzeciwom. Chaosie …

Z sennych kart pamiętam, latamy niesieni nadzieją, że tuż przy siódmej chmurze ciepło porannej filiżanki kawy poczujemy na drżącej skórze, przymkniętych ustach i drgających ramionach. Wyrzucamy obrazy z głowy, wyrzucamy wirtualnie, Oni głośno się śmieją, ich stopy, ich brzuchy, wrastamy w drzewo naniesione białą farbą na zniszczone płótno nocy, nie oddycham chyba i wszystko wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

MyśloStan – kurwamaćjapierdolizm uroczysty, ulubiony i najpiękniejszy uprawiając zakładam się z samym sobą ile wytrzymam i który z nich okaże się silniejszy. I choć z szarości powstaliście i w szarość polegniecie – powiedział mój Chrystus osobisty z parapetu, umalowany czerwoną szminką – nikt nie zrozumie, a mi lepiej będzie kiedy się uwypuklę namacalnie prawie.

(Otwieram kilka folderów ze zdjęciami, wybieram, sklejam i tyle. Bez głębszego przekazu myślę.)

Ułożona lewą stroną do okna, w pozycji klasycznie siedzącej palę papierosy, chłonę muzykę, nastarajam się na jutrzejszy dzień w kwiatowy wzory przypominające malwy, pszczoły, miód i miłość.
Chciałam powiedzieć …