Daria i Roksana
(Coraz intensywniej odczuwam Twoją niefizyczną obecność.)
Na brzegu łóżka napisany chwilą drążysz dziurę w żebrach, palcem wskazującym. Wyjdź, mówisz.
Północne mruczenie zamienia się w oczy koloru spokojnego morza, jesteś żółty, pachnący, prawdziwy.
Dopiero uczę się jak masz na imię, nie potrafię go wymówić, ubrać w słowa które znam i których na codzień używam, zawieszam się, jąkam, kuleję. Milczę, mówić też jeszcze nie potrafię.
Tylko teraz.
Przestrzeń czterech kątów wydaje się być taka ogromna, kulę się pod kołdrą, mieszczę czas między palcami i obracam nim w lewo. Lewa strona zawsze wydawała mi się tą właściwszą. Cisza.
I jak gdybym obudził się w kimś innym, uczeszę włosy i wstawię wodę w garbatym czajniku koloru nijakiego, pod stopami przebiegnie mi biały kot, uśmiechnę się, otworzę okno, wszystko się nie dzieje. W ogóle.
Jest tylko to dążenie Gdzieś, Tam nieokreślone dosłownie – bo wszystko się zmienia powoli.
Skąd wiedziałeś?
S. Dietrich
Zasypuję masą zdjęć
Na zdjęciach:
Dzieciaki moich bliskich, bliskich moich bliskich, nie bliskie mi i obce, stare PGR’y w wiosce Molwity na Warmii, słonecznik, romantycznie rozwieszane pranie i kilka migawek z miejscowości, podobno, słynącej z alkoholizmu :)
I bawcie się wszyscy wyśmienicie !! :) Szczęśliwego!
Jesień idzie
Pod wszelkimi wpływamy swojej urlopowej spontaniczności zapakowałem osobistą rodzicielkę, posiadającą dwa dni wolnego od pracy, do samochodu i wybraliśmy się w rejony warmińsko-mazurskie poodwiedzać rodzinę. Zatrzymaliśmy się u brata ciotecznego, syna chrzestnego owej osobistej rodzicielki, gdzie jego jak na razie jedyna córeczka wytrwale uskuteczniała swoją mimikę twarzy przed obiektywem – czego efekty można zobaczyć powyżej, niesamowite ma te oczyska! Osobista rodzicielka odwiedziła przy okazji przyjaciółkę ze szkolnej ławki, z którą nie widziały się przeszło dwadzieścia lat, więc można sobie wyobrazić, że wspomnieniowym ochom i achom nie było końca. Po za tym w przypływie ogromnej ilości wspomnień na widok miejscowości, w której kiedyś bardzo długo mieszkała zapragnęła kupić tam dom – „coby na starość mieć gdzie kości przytulić”. Żeby było śmieszniej, dom rodzinny, w którym się wychowała, rodziła dzieci i który jakimś cudem jeszcze stoi :) Czekając (bo rodzicielka musiała sobie przypomnieć wszystko, pooglądać i dotknąć każdego drzewa w „jej” parku) napadła mnie grupa szczerbatych chłopaczków, krzycząc żebym robił zdjęcia – a mi dwa razy nie trzeba powtarzać.
I kociak się trafił, ale to już inna historia – którą z racji pękających folderów ze zdjęciami z poprzedniego wyjazdu, będzie trzeba ominąć.
Berbeciątko
Berbeciątko.
W odwiedzinach w wejherowskim szpitalu, gdzie Szanowna Pani Klaudia powiła metodą naturalną.
Damian
Próbuję sobie wyobrazić P. w tym namiocie i Jego koleżankę, która po pieprzeniu farbuje Mu włosy – i nie jestem w stanie nie śmiać się, bo oboje byli pijani.
P. ma krzywo nałożony Blond i wygląda jak męski odpowiednik Blachary Z Odzysku. Amen.


























































