Ewa i pastele
Wypluwam płuca.
Czy można wypluwać płuca przy kaszlu zgodnie z zasadami savoir vivre?
Oczami wyobraźni widzę blondynkę imieniem Mariola, która w pozycji siedzącej na kamieniu trzyma w ręku wątrobę, oko jej wisi na żyłce, rękawem wyciera krew płynącą z ucha i mówi: „ohohohohooho, ale sobie kaszlnęłam”.
Więc chyba się nie da, choć powszechnie mówi się, że jedyną rzeczą, której nie da się zrobić elegancko jest wymiotowanie. Coś w tym jest. :)
Angina ropna gnieżdżąc się w moim organiźmie doprowadza mnie do kurwamaćjapierdolizmu powszechnego.
Jest jeszcze kurwamaćjapierdolizm uroczysty, ale o nim kiedy indziej.
Poszukiwanie odpowiedniego „pastelowego presetu” do programu, którego używam przy obróbce zdjęć zajęło mi kilka miesięcy.
I kiedy już zwątpiłem w istnienie satysfakcjnoujących mnie pasteli – znalazły się same, gdzieś w odmętach bułgarskich portali fotograficznych.
Dzisiejsze zdjęcia zrobione były w połowie lipca, i choć część była już wykorzystywana to nie wszysycy mieli je okazje zobaczyć.
Tego dnia włóczyliśmy się z Ewą pstrykając jej retro rower, okolice Dworca Morskiego i opuszczoną wieżę ciśnień.
I tyle.
Na koniec jeszcze zdjęcie Ewy przed użyciem pastelowej obróbki i po.
Myślę, że zdjęcie w pastelach ma to „coś”.
Ciekawy jestem kto, jako setna osoba, kliknie facebookowe „lubię to” ;)
Pozdrawawiam!
Cichy. Niecichy.
Zatrzymaj się.
Wsadź sobie rękę w porwaną kieszeń i znajdź tam tą nadzieję o której tak pieprzysz.
Widzę Ciebie, wśród pozytywnie brzmiących wykrzykniów, chaotyczności towarzyszącej już od urodzenia, budzeniu się kilkakrotnym w nocy – o trzeciej w nocy obciągasz, oblizujesz wargi, przygryzasz palce, brzeg poduszki, łóżka, serca.
Na imię. Jak kiedyś.
Bywanie elitowe, masz krawat i szepczesz niezrozumiałem słowa w równie niezrozumiałym języku, ptaki we włosach, skrzydła, dzioby – układam się w obrazy znanych malarzy, bogowie się śmieją z nas – markotnie, drążymy czerń, na twarz świt – promienie w zagłębiniach skóry, obojczyki pełne pocałunków – poukładaj się w kąty bytu.
/Chaotycznie poznawanie, nocne mruczenie, parapet pełny wiatru, nieszczelne okno. Boli Cie linia pleców odpowiedzialna za dźwiganie Świata. Nie krzycz, kurwa mać.
Joanna
Kilka zdjęć ze spotkania z Joanną.
Dzień miał wyglądać zupełnie inaczej, całą grupą ze szkoły mieliśmy tarzać się w alkoholu z radości posiadania magicznego świstka czyniącego z nas ludzi z kwalifikacjami. Niestety wszysycy się wyłożyli, więc spożytkowaliśmy ten czas sącząc kawę z cynamonem i umawiając się na wielkie opijanie w piątek. I robiąc zdjęcia -rzecz jasna.
Idioci
(Idioci zapominają. )
Palarniane półszepty z nad kubka dorotowej kawy, za oknem przewijają się leniwo, mleczne chmury.
Dorota ma bardzo ładne oczy, myślę. I myślę też, że ma bardzo dużo racji z tym półtora roku wstecz – zasiedziałem się półprzytomnie, z ciemności wygrzebując ostatnie fragmenty tej całości mojej ułożonej kiedyś bardziej konstruktywnie, czy coś. I Coś tak jak kiedyś – popite dużą ilością kawy, przesiąknięte nicością na wskroś, obżarte i nie takie same jak wtedy. (Pierdolenie, powiesz..)
Człowiek się zmienia, myślę. Idioci zapominają.
Anna eM
Na brzegu wyobraźni niebo ma inny kolor…
Brązowe kubki, papierosy, twarze.
(Chłodne szepty za oknem, chłodne cienie na ścianie, chłodne ramiona jutra wciskającego się w horyzont tego dnia ciężkiego co to półotwartymi ustami oddycha.)
„Mam czelność Być dziś. Ubrana powłóczyście zachłysnęłam się porankiem.”
„Ludzi można podzielić na ludzi i kawałki gówna, które intensywnie śmierdząc zabiera nam chęć na egzystnecję…”
Koszmarne Dni.
Rozłożywszy chude ramiona z chęci przytulenia tej pomarańczy na niebie Antonina zadrżała.










































































