Czarnobiałe i Sopockie …
Pomiędzy alegorami jakimiś. Czy coś.
Uniwersalny czas jest pozytywny – najbardziej ten przyszły, rozkładający się szeroko w czternaście dni Wolnego, obfitujące w dużą ilość fotografii naumyślnej.
Bezczelne popłenianie sztuki zaczyna się boleśnie.
Pobudki o piątej rano, z roztrzepanymi głowami ukrytymi w chmurach można być już wielkim artystą.
Ręcę milczące w kieszeniach, głośny dym i stukoty serca.
Nie bój się deszczu …
Dzisiaj bardziej obrazy, niż słowa.
Lubię przypadkowość takich wypraw. Wpadam z aparatem w miejsce, które wydawałoby się, znam bardzo dobrze – a w chwilę potem odkrywam coś nowego.
Na zdjęciach opuszczone: Dom Profilaktyczno-Zdrowotny w Orłowie i hotel Miaramar w Sopocie. Wyglądają już zupełnie inaczej, niż kilka miesięcy temu.
Sopot poranny
Mały urlop.
Szósta rano, autobus linii S, duża latte i śmigam między uliczkami Sopotu z kapturem na głowie i słuchawkami w uszach.
Mamy styczeń. Dwa tysiące dwunasty. Plus dziesięć na termometrach przyokiennych. I zbliżający się Koniec Świata, któryś już z kolei w tym stuleciu ;)
W Sopocie pada i ludzie chodzą naburmuszeni, chodzą powoli, a potem siedzą na mokrych ławkach czytając wczorajsze gazety.
Rejestruję dziś wszystko, co popadnie. Bez głębszych przekazów. Po prostu.
Animal Pro
Krótko.
Dziś w asyście koni, ich zapachu, stajennych, stajennych kotów i ich misek z mlekiem.
I chorych dzieci, które przytulając się do koni budzą uśmiech.
Dobry dzień, pozytywny – właśnie takie sprawiają, że moja wiara w człowieka rośnie.
Pozdrawiam!
Istota zapalania światła.
Istota zapalania światła.
W pokoju.
Spod kołdry niebieskich chmur, balkon z widokiem na życie.
Rozstępy minionego czasu. Bajkowe ogrody, herbaty, kawy i Alicje. Jestem Dziś.



































































































